Największą zaletą pracy w stałych godzinach jest to, że po powrocie do domu mam czas, by usiąść przed komputerem lub konsolą i zagrać w cokolwiek tylko zapragnę bez konieczności zarywania przez to nocy. Przy okazji znalazłem też zupełnie nową przyjemność w graniu – a raczej przypomniałem sobie, jak bardzo kochałem gry kiedyś. I nie mam wątpliwości, że kocham je nadal.
Po pracy, popołudniami i wieczorami, nadrabiam ostatnio różne growe zaległości – młodsze i starsze. Właściwie o każdej z tych gier prędzej czy później będę chciał napisać kilka słów, bo uważam że warto, nawet jeśli ich premiery miały miejsce kilka miesięcy albo i lat temu. Jednym z pierwszych takich „nadrabianych” tytułów była „Podróż” na PS3. Grając w nią aż nie mogłem uwierzyć, że tak wspaniała produkcja przeleżała na moim dysku od marca zanim w ogóle ją włączyłem. Powinno być za to jakieś trofeum w stylu „Nareszcie jesteś, kretynie”.







