Gry komputerowe, Gry konsolowe

„Max Payne 3” na trzeźwo

Miało być „na chłodno”, ale ten tytuł bardziej chwytliwy, no i do samej gry pasuje jak polał-ulał. Alkoholowe porównania są jak najbardziej wskazujące-wskazane, zwłaszcza jeśli miało się styczność z grą i zazdrościło Maksowi błogiego upojenia (a nawet pawi puszczanych do zlewu), kiedy samemu musiało się zmagać ze sterowaniem, pracą kamery, nieprzemyślanymi rozwiązaniami w rozgrywce, czy problemami technicznymi.

„Maksa Payne’a 3” odstawiłem na półkę w maju po ugraniu ledwie kilku godzin. Gra robi naprawdę niesamowite wrażenie jeśli wziąć pod uwagę jej bohaterów, opowiadaną historię, czy sposób prezentacji całości (reżyseria przerywników – poza kilkoma wyjątkami – naprawdę rewelacyjna). To rasowy film akcji z wyraźnym naciskiem na klasę „B”, którego twórcy zresztą się nie wstydzą poznając nas z kolejnymi twardzielami, rozrzutnymi dziećmi milionerów, skorumpowanymi policjantami i politykami, czy wreszcie za sprawą fantastycznie napisanych monologów dając graczom wgląd w umysł Maksa, dręczonego przez wspomnienia dramatycznej przeszłości.

Czytaj dalej

Reklamy
Zwykły wpis
Film, Gry komputerowe, Mobilne

Das ist ein znak czasów

Jednym z nielicznych zabawnych momentów zabójczo nieśmiesznej komedii „Iron Sky” jest ten, kiedy szalony niemiecki naukowiec, który całe swoje życie spędził na księżycu, spogląda na iPhone’a amerykańskiego astronauty. Was ist das?

Profesorek nie daje się przekonać, że „das” to po prostu komputer, pokazując naiwnemu przybyszowi, jak wygląda prawdziwy komputer – ten oczywiście jest wielkości mieszkania o ponadprzeciętnym metrażu. Żart udany, mnie skłonił dodatkowo do małej refleksji. Małej, bo mój iPod mieści się przecież w dłoni, chociaż swoją mocą dalece przekracza to, co zaledwie dekadę temu oferowały duże PeCety.

Czytaj dalej

Zwykły wpis
Gry konsolowe

Dobry to za mało, czyli dlaczego nie przekonał mnie „Alan Wake”

Zacznę od wpisu konsolowego, bo te nie będą zbyt często gościły na tym blogu. Gram głównie na PC, ponieważ na tej platformie wciąż najwięcej jest gier z moich ulubionych gatunków – przygodówek i strategii. Jeśli sięgam po grę na konsole to wyłącznie po wybrany, szczególnie interesujący mnie tytuł. W ostatnim czasie takimi dwoma grami były „Heavy Rain” i „Alan Wake”.

Zestawiam je ze sobą nieprzypadkowo, w recenzjach drugiej z gier natknąłem się bowiem kilkakrotnie na określenia typu: „Alan Wake” jest dla Xboxa 360 tym czym „Heavy Rain” dla PlayStation 3. Bzdura – a jeśli nie, to źle chyba jest z tą grową maszynką Microsoftu. Stworzony przez fińskie Remedy, ludzi którzy przed laty sporo namieszali w grach akcji swoim „Maksem Payne’em”, „Alan Wake” przede wszystkim nie jest grą pod żadnym względem wyjątkową. Fabuła, choć sprawnie napisana, nie wbija w fotel, a już na pewno nie doprowadza do tak mocnej huśtawki emocjonalnej jak druga z przytaczanych gier. Wrażenie psuje zbytnie wyeksponowanie wątku paranormalnego już w pierwszych minutach gry, przez co gracz przechodzi jakby obok późniejszych realistycznych fragmentów ukazujących przybycie Alana do Bright Falls, relacje cierpiącego na blokadę twórczą pisarza z jego żoną oraz dramat, gdy ta zostaje porwana. Problem jest też z napotykanymi mieszkańcami miasteczka, którzy wyraźnie coś ukrywają – tak wyraźnie, że śmieszy naiwność bohatera i jego zaskoczenie niektórymi zwrotami akcji.

alan Czytaj dalej

Zwykły wpis