Gry komputerowe, Gry konsolowe

„The Walking Dead: Michonne” jest naprawdę mini

Najnowsza seria o żywych trupach od Telltale Games składa się z zaledwie trzech odcinków, a całość można przejść w mniej niż cztery godziny. I naprawdę warto w nią zagrać.

„The Walking Dead: Michonne” nie jest powiązane z poprzednimi dwoma sezonami gier epizodycznych, spośród których pierwszy wciąż wspominam z wypiekami na twarzy, drugi zaś stanowił dla mnie spore rozczarowanie. Tym razem postanowiono opowiedzieć nieznany epizod z życia walecznej Michonne, jednej z moich ulubionych postaci z serialu telewizyjnego oraz istotnej bohaterki komiksów.

The_Walking_Dead_Michone_1

Michonne to kobieta silna, odważna, sprawnie władająca kataną oraz maczetą, ale także o niejasnej, skomplikowanej przeszłości, stroniąca od okazywania emocji. To postać wielowarstwowa, z którą łatwo znaleźć płaszczyznę porozumienia, a nawet nawiązać więź, czego tak bardzo mi brakowało podczas wcielania się w postać nastoletniej Clementine.

Fabularnie „The Walking Dead: Michonne” prezentuje dość krótką przygodę, w której mamy eksplorację opuszczonych siedzib, trzymające w napięciu wymiany zdań z napotkanymi ludźmi o niejasnych intencjach, przyjaciół oraz bezbronne dzieci do uratowania, wizje przeszłości dręczące bohaterkę, wreszcie całą masę akcji w formie interaktywnych cutscenek.

Tym razem twórcy postawili przede wszystkim na dialogi i sceny akcji, zbieranie przedmiotów i rozwiązywanie zagadek (w całej serii banalnie prostych) ograniczając do niezbędnego minimum. W ten sposób dostaliśmy miks interesującej opowieści, ciekawych postaci oraz brutalnej, krwawej walki, który trzyma w napięciu od pierwszych minut i nie odpuszcza aż do końca.

The_Walking_Dead_Michone_2

Co prawda koniec ten następuje dość szybko, bo po niecałych czterech godzinach, ale nie ma w tym czasie w „The Walking Dead: Michonne” dłużyzn, czy nużących spadków napięcia, które dręczyły mnie zwłaszcza w drugim sezonie growego serialu. Kosztem opowieści pada też swoboda wyborów, bo chociaż wciąż są one obecne i podjęte decyzje mutują kolejne zwroty akcji, to nieważne w którą stronę skręcimy, labirynt narracji ostatecznie i tak doprowadzi nas do tych samych rezultatów.

Można się kłócić, czy poprzednie dwa sezony nie były zbudowane podobnie, ale w „The Walking Dead: Michonne” ta liniowość, czy bardziej precyzyjnie: podporządkowanie fabule i wizji twórców, jest wyraźnie odczuwalne i nie pozostawia złudzeń, że mamy do czynienia z interaktywnym filmem, a nie przygodą kształtowaną przez decyzje gracza. W tym przypadku jednak mi to zupełnie nie przeszkadza, bo w trzyodcinkową mini serię grało mi się naprawdę przednio.

Reklamy
Zwykły wpis