Gry komputerowe

„Stasis” frustruje i zachwyca

Nie zgadzam się z opiniami, że „Stasis” to najlepsza przygodówka zeszłego roku, ale mimo to czas spędzony przy grze uważam za udany. Niewiele jest bowiem tytułów, które pomimo niedociągnięć technicznych, potrafią tak mocno oddziaływać na emocje.

Nad „Stasis” przez kilka lat pracował trzyosobowy zespół z Południowej Afryki pod wodzą Chrisa Bischoffa. Nie znam go, ale zaimponował mi tym, że chociaż od premiery gry minął już prawie rok, to on nadal aktywnie udziela się na steamowym forum, opowiada o powstawaniu gry i pomaga rozwiązywać problemy techniczne. Te w zasadzie sprowadzają się do jednego, ale niezwykle uciążliwego.

Stasis_Game_1

Cała gra, w tym tła lokacji, obiekty 3D, czy animacje, powstały i zostały zapisane w rozdzielczości 1280 na 720 pikseli i nawet jeśli staniemy przed komputerem na głowie i zaśpiewamy południowoafrykański hymn od tyłu – nie skaluje się ona do żadnej innej. Ustawienia gry dostępne są tylko z poziomu edytora ukrytego wśród plików gry, a dla wielu nie jest on w ogóle pomocny. Pierwsze pół godziny ze „Stasis” spędziłem więc poszukując kolejnych rozwiązań na to, by gra zaczęła otwierać się na pełnym ekranie, co w końcu udało mi się rozwiązać wklejając dodatkowe linijki do jednego z edytowalnych plików z kodem gry…

(Konsolowcom daję tutaj moment na powstrzymanie napadu śmiechu).

Gdy już udało mi się odpalić „Stasis” na pełnym ekranie, gra przeniosła mnie na pokład tajemniczego statku dryfującego w kosmosie. Na jego pokładzie chciwa korporacja prowadziła nielegalne doświadczenia na porwanych ludziach. Jednym z nich jest John, który po przebudzeniu rusza na poszukiwania swojej żony i córki. Większość pomieszczeń i ścian na statku pomazana jest krwią walających się wszędzie rozczłonkowanych zwłok – efekty plugawych eksperymentów najwyraźniej zwróciły się przeciwko ich twórcom. Unikając śmiertelnych niebezpieczeństw staramy się znaleźć drogę ucieczki z tego piekła.

Fabuła w „Stasis” potrafi wciągnąć, chociaż bardziej niż główny wątek zainteresowały mnie dziesiątki notatek i pamiętników znajdowanych w kolejnych lokacjach, często tuż obok ich martwych autorów. Za sprawą tych tekstów poznajemy historię eksperymentów z nietypowej perspektywy – ludzi, którzy zaciągnęli się do pomocy przy ich przeprowadzaniu marząc o dostatnim życiu, poznaniu swojej bratniej duszy, czy uzbieraniu pieniędzy na operację ratującą życie. To ciekawy kontrast do wszechobecnego zniszczenia i rozkładu.

Stasis_Game_2

Od pierwszych chwil, gra zachwyciła mnie swoim przytłaczającym, ciężkim nastrojem pełnym napięcia i grozy – niejednokrotnie podskoczyłem też na krześle, przestraszony nagłym zwrotem akcji. Sporą zasługę w budowaniu tego klimatu ma nietypowa jak na ten gatunek pespektywa kamery. Chociaż „Stasis” jest tradycyjną przygodówką point’n’click, to jej akcję obserwujemy w rzucie izometrycznym, potęgującym tylko wrażenie „maleńkości” naszej postaci wobec otaczających nas lokacji oraz makabrycznych wydarzeń. Skojarzenia ze znakomitym „Sanitarium” są jak najbardziej na miejscu, bo w „Stasis” zdecydowanie czuć ducha tego klasyka gier przygodowych.

Grze nie brakuje jednak elementów, które frustrują i momentami mocno psują rozgrywkę. Przede wszystkim „Stasis” jest ciemne – miejscami tak bardzo, że po prostu nic nie widać. Reszta to zaś standardowa lista przewin z nielogicznymi łamigłówkami oraz polowaniem na piksele na czele. Poziom trudności jest na tyle duży (czy raczej: zawyżony), że jakikolwiek system pomocy lub podpowiedzi byłby w niej jak najbardziej wskazany. Swego rodzaju rozczarowaniem jest również kierunek w jakim zmierza opowieść – w finale zaś za dużo jest przewidywalności, chociaż słowa uznania należą się twórcom za utrzymanie go w mrocznym, mało optymistycznym tonie.

Debiutanckiej grze południowoafrykańskiego zespołu warto dać szansę, najlepiej od razu mając pod ręką poradnik. Warto też próbować różnych przedmiotów na kierowanym bohaterze, by zgarnąć osiągnięcia za różne wymyśle formy samobójstwa. „Stasis” zapewnia naprawdę mroczną rozrywkę…

Reklamy
Zwykły wpis