Gry komputerowe

Zapomniane „I Have No Mouth, and I Must Scream”

Ten przygodowy klasyk kilka razy obijał mi się o uszy, ale też nigdy nic specjalnie nie zachęciło mnie do sięgnięcia po niego. W końcu zadecydował przypadek (i promocja na Steamie), dzięki czemu poznałem, mocno dziś już zapomnianą, niedocenioną perłę nie tylko gatunku, ale gier w ogóle.

Na początku lat 90. XX wieku znany pisarz sci-fi, Harlan Ellison, wraz ze studiem Cyberdreams podjął się adaptacji swojego opowiadania z końca lat 60. zatytułowanego „I Have No Mouth, and I Must Scream”. Na potrzeby identycznie zatytułowanej gry rozbudował historie bohaterów i świat przedstawiony, a całość obudował zagadkami, ponieważ zdecydowano się na popularną wtedy formułę przygodówki point’n’click. I chociaż przygoda ta nie jest pozbawiona wad, to przyćmiewa je niezwykła, wyprzedzająca swoje czasy – a może również i nasze – odważna, łamiąca wiele tabu opowieść.

I_have_no_mouth_1

Wszyscy narzekający na to, że gry powinny „wydorośleć” i poruszać „poważne tematy” powinni wsiąść do wehikułów czasu i przenieść się do roku 1995, by tam jeszcze w dniu premiery pójść do sklepu po pudełko z „I Have No Mouth, and I Must Scream”. To opowieść o superkomputerze, który po dokonaniu zagłady ludzkości zatrzymał sobie pięcioro ludzi, których przez kolejne 109 lat poddawał brutalnym torturom, jednocześnie nie pozwalając im umrzeć. Wszyscy mają coś na sumieniu, to ludzie upadli, podli, zachłanni, pozbawieni empatii, egoiści, wreszcie gwałciciele i mordercy. Każda postać dostaje też szansą na odkupienie win w wirtualnych światach stworzonych przez superkomputer. Czy to na pewno szansa? A może tylko kolejna wymyślna tortura bezdusznej maszyny? Tego nie zdradzę. Przywołam za to historię Nimdoka, która już chyba na zawsze wryła się w moją graczowską pamięć.

Niemiecki naukowiec, starzec cierpiący na zaniki pamięci, przed laty był bliskim współpracownikiem Anioła Śmierci, zbrodniarza wojennego i pseudonaukowca, doktora Josefa Mengele. Przeniesiony do wiernie odtworzonego, wirtualnego obozu koncentracyjnego, Nimdok stopniowo odkrywa i przypomina sobie, co wyprawiał w podobnych placówkach kilkadziesiąt lat wcześniej, podczas II wojny światowej. Kierując tą postacią rozmawiamy z wygłodzonymi więźniami, oglądamy komory gazowe, wreszcie chwytamy za skalpel, pozbawiamy organów niewinnych ludzi i przeprowadzamy nieludzkie eksperymenty. Rozgrywając ten fragment nie jeden raz odetchnąłem z ulgą, że mam do czynienia ze starym tytułem z dwuwymiarową, rozpikselowaną grafiką, ponieważ gdybym podobne sceny zobaczył we współczesnych, bardzo realistycznych i bogatych w szczegóły grach, to pewnie od razu wyłączyłbym komputer ze strachu i obrzydzenia.

I_have_no_mouth_2

Mimo że „I Have No Mouth, and I Must Scream” nie należy do najlepiej wykonanych gier przygodowych – m.in. część animacji się zacina, niektóre zagadki bywają nielogiczne – to epizod Nimdoka poruszył mną dogłębnie, zapisał się w pamięci i tak wstrząsnął sumieniem, jak dotąd nie udało się żadnej innej grze. A to tylko część opowieści o szaleństwie, śmierci, upadku moralnym, ludzkiej zgniliźnie i wątpliwej szansie odkupienia grzechów, którą po prostu trzeba poznać.

Reklamy
Zwykły wpis