Gry komputerowe, Mobilne, Muzyka

Do pewnych rzeczy trzeba się w końcu przyznać

Ostatnio sprawiłem sobie iPoda Touch i w przerwach między graniem w „Angry Birds” zacząłem zgrywać na niego nieco muzyki. Znalazła się wśród niej ostatnia płyta Linkin Park, „A Thousand Suns”, mocno przeze mnie skrytykowana jeszcze przed premierą, po publikacji pierwszego singla promującego grę „Medal of Honor”.

Kto jak kto, ale jako w miarę profesjonalny recenzent powinienem pamiętać, że nie ocenia się książki po okładce – a tak stało się w tym przypadku. Mocno nie spodobał mi się utwór „The Catalyst”, który stanowi jeden z głównych elementów tkanki muzycznej krążka, jest jednym z utworów stanowiących o wyjątkowości albumu. I do diabła – podoba mi się!

„A Thousand Suns” to odważny eksperyment muzyczny, idący dalej niż „Minutes To Midnight”, jeszcze dalej odchodzący od „nu metalowych” korzeni zespołu. Mocniejsze brzmienie i „wycie” wokalisty są na szczęście nadal obecne, obok nich pojawiają się jednak spokojne, niesamowicie melodyjne kompozycje jak „Iridescent”, albo nietypowe „Wisdom, Justice, And Love” wykorzystujące fragmenty przemówień Martina Luthera Kinga. Z drugiej strony nie brakuje kawałków odważnie wykorzystujących elektronikę, porywających do skakania i mogących śmiało nakręcać imprezę jak „When They Come For Me”, „Waiting For The End”, czy wspominane już „The Catalyst”, które jak nie pasowało mi w zwiastunie „Medal of Honor”, tak na płycie (o ile mnie uszy nie mylą, to w niezmienionej formie) spisuje się świetnie.

Może i to wynurzenie na temat ostatniej płyty Linkin Park jest mocno spóźnione, ale siedziało to gdzieś we mnie od dłuższego czasu, a że nadarzyła się okazja – w końcu przelałem to na bloga.

Reklamy
Zwykły wpis