Film, Gry konsolowe

Wszyscy zginiemy, ale póki co grajmy na Xboxie

Wczoraj obejrzałem w telewizji „Wyspę”, film sci-fi o którym słyszałem głosy jakoby był jedną z ostatnich klasycznych antyutopii. W miarę mi się podobał, uwagę przykuł natomiast jeden product placement – bardzo niefortunny.

„Wyspa” to Evan McGregor i Scarlet Johansson, którzy uciekają z zamkniętego ośrodka – wydawało im się, że chroniącego ich przed skażeniem jakie dotknęło Ziemię. W ośrodku co jakiś czas pojawiają się nowe osoby, rzekomo ratowane ze skażonego świata, inni zaś w wyniku losowania totolotka udają się na tytułową wyspę – ostatnią nadającą się do zamieszkania enklawę na powierzchni, gdzie czeka ich szczęśliwe życie. Wszystko to ściema pewnego naukowca (Sean Bean) i wielkiej korporacji. Mieszkańcy ośrodka okazują się tylko klonami żyjących na powierzchni bogaczy, którzy wykupili sobie ubezpieczenie w postaci zamiennych organów na wypadek gdyby ich uległy nadmiernemu zużyciu.

Chociaż film nakręcono przed pięcioma laty, poruszana tematyka klonowania (tutaj doprowadzona do ekstremum – hodowli ludzi) pozostaje aktualna. Dodatkowo, to po prostu bardzo wciągająca opowieść mająca w sobie coś zarówno z „Ucieczki Logana”, „Łowcy androidów”, czy klasycznej antyutopii w postaci „Nowego wspaniałego świata”. Ckliwe zakończenie może rozczarować, żałowałem też, że tak niewielka część filmu rozgrywa się we wnętrzu ośrodka i tamtejszej społeczności, ale coś za coś – w tym wypadku za widowiskową akcję.

Twórcy filmu zaliczyli jednak pewną małą wpadkę. Idzie o product placement, czyli ekspozycję marki, dzięki czemu zarobiono nieco do budżetu produkcji. W „Wyspie” wyeksponował się Microsoft ze swoim Xboxem, który to gdzieś w połowie XXI wieku stanowi rozrywkę dla… nieświadomych swojego zniewolenia i rychłej śmierci w celu pozyskania organów do przeszczepu klonów. Xbox jest elementem zmyślnego systemu utrzymywania w niewiedzy i kontroli mas, które zginą gdy tylko ich bogaci „właściciele” tego sobie zażyczą. Hm, a może wcale nie jest to takie dalekie od prawdy?

Film fajny, ale niektóre płynące z niego wnioski optymizmem nie napawają.

Reklamy
Zwykły wpis