Gry komputerowe, Gry konsolowe

Nie stanę w obronie „Murdered: Soul Suspect”

Zaskoczony dość niskimi ocenami „Murdered: Soul Suspect” wstrzymałem się z zakupem, aż w końcu trafiłem na sporą przecenę i uległem. Po kilku godzinach rozgrywki byłem już gotowy stanąć w obronie tej gry. Dopóki nie dotarłem do jej finału…

Szczerze czekałem na ten tytuł. Nie dla jego „next genowych” mechanik rozgrywki, czy oszałamiającej grafiki, ale dlatego, że wyglądał mi na dobrze napisaną przygodówkę. Na dodatek przygotowaną przez wielkiego wydawcę i za całkiem spore pieniądze, co współcześnie nie zdarza się dość często.

murdered_soul_suspect

Interesowała mnie zwłaszcza możliwość zostania duchem i poprowadzenia śledztwa w sprawie własnego morderstwa. Smaczku tej przygodzie nadać miało także osadzenie akcji w Salem, mieście kojarzonym głównie z egzekucjami „czarownic”. I chociaż żaden z tych elementów nie spełnił do końca moich oczekiwań – swoboda poruszania się i interakcji ze światem jako duch okazała się uproszczona i ograniczona, a półotwarte na eksplorację miasto puste i nieciekawe – to jako całość „Murdered: Soul Suspect” przykuło moją uwagę na tyle, by przejść grę do końca. Niestety.

Wiele mogę grom wybaczyć, ale ostatniego etapu „Murdered: Soul Suspect” już nie. Fabularnie zwieńczenie historii może i nie jest specjalnie odkrywcze, ale zawiera przynajmniej ciekawy twist (kto był naszym mordercą dało się przewidzieć, ale nie był to koniec intrygi), jednak techniczne wykonanie całości po prostu woła o pomstę do nieba.

Przede wszystkim finał obnaża wszystkie niedostatki mechanik rozgrywki, takich jak „unikanie” demonicznych wyrw w czasoprzestrzeni, (nie)szybkie przemieszczanie się przy pomocy teleportacji, czy system dialogów. Na domiar złego do skumulowanych w jednym miejscu niefunkcjonalnych i ślamazarnych systemów dodano – po raz pierwszy i ostatni w całej grze! – czasówkę z absurdalnie niskim marginesem błędu. W efekcie zamiast zostać bohaterem w ostatniej chwili ratującym damę w opałach, czułem się jak parobek próbujący przerzucić tonę gnoju przy pomocy srebrnej łyżeczki.

I tak, chociaż śledztwo w sprawie własnego zabójstwa, pomaganie innym duszom zagubionym w Salem (kolejny niewykorzystany potencjał) oraz poszukiwanie znajdziek sprawiło mi sporo frajdy, to swoją przygodę z „Murdered: Soul Suspect” oceniam jako spory zawód. Bo dobre gry poznajemy nie po tym jak się zaczynają, ale jak kończą.

Reklamy
Zwykły wpis