Gry komputerowe

Po latach doceniłem „Dawn of War II”

Wiedząc już, że zmiażdżone przez media i graczy, powstałe w bólach „Aliens: Colonial Marines” nie dostarczy mi frajdy z zabijania Obcych (tych Obcych!) zacząłem myśleć w jaki sposób mogę nakarmić swój głód kwasowej krwi ksenomorfów. Podpowiedziała mi promocja w jednym ze sklepów internetowych – „Warhammer 40,000: Dawn of War II”. Ale jak to?!

Odpowiedź jest prosta: Tyranidzi. Twórcy figurowego „Warhammer 40,000” wzorowali swoje roje pożerających światy kosmicznych robalo-potworów właśnie na działających instynktownie, śmiertelnie niebezpiecznych Obcych, co po prostu widać i fioletowy kolor pancerzy Tyranidów tego nie ukryje. W „Dawn of War II” ich rój dociera do jednego z systemów szkoleniowych Imperium, gdzie opór stawiają mu oddziały Krwawych Kruków. W przeciwieństwie do Kolonialnych Marines, zakon Kruków posiada lepsze opancerzenie, silniejszą broń, no i przede wszystkim mechaniczne piło-miecze, co gwarantuje krwawą jatkę. Po pierwszym od czasu premiery gry w 2009 roku ponownym zainstalowaniu i uruchomieniu gry zwątpiłem jednak, czy aby na pewno był to dobry wybór.

tyranid

Zdążyłem wyprzeć z pamięci, że „Dawn of War II” działa (tylko i wyłącznie) we współpracy z Games for Windows Live – największą i najgorzej działającą wpadką Microsoftu w dziejach. Wystarczy napisać, że od czasu uruchomienia gry dobra godzina zeszła mi na zakładanie i aktualizowanie konta, update aplikacji GfWL, nieudane próby logowania, połączenia z serwerem i mnóstwo innych problemów. Syf i dziadostwo. Po przebrnięciu przez te problemy mogłem wreszcie rozpocząć kampanię, nie będąc do końca pewnym czy aby nie odbiję się od niej tak, jak kilka lat wcześniej.

Pamiętam jak zniechęciła mnie konwencja przyjęta przez Relic Entertainment w „Dawn of War II”. Jestem ogromnym fanem oryginału, to świetny klasyczny RTS z ciekawą rozbudową bazy i bardzo dobrze wyważonymi, zróżnicowanymi jednostkami. Dwójka porzuciła te osiągnięcia stawiając na dynamiczniejszą akcję opartą na mechanikach bliższych grom hack’n’slash niż strategiom. Po latach muszę jednak uderzyć się w pierś i z przyjemnością przyznać – to był świetny wybór! Przede wszystkim dlatego, że rozgrywka nie jest zero-jedynkowa, czyli nie opiera się wyłącznie na zasadzie „kliknij i zabij”.

Rzecz w tym, że aby się o tym przekonać trzeba przebrnąć przez niemrawy, bardzo liniowy i zniechęcający początek kampanii. Dopiero z czasem rozwija ona skrzydła dając do wyboru coraz więcej misji w trakcie tury (tutaj: dnia), kiedy równocześnie zarządzamy swoją drużyną z poziomu mostka kapitańskiego okrętu Krwawych Kruków. Z czasem w jednej chwili mamy po kilka misji z głównej osi fabuły i ograniczonych czasowo misji pobocznych, a umiejętne balansowanie między nimi niezbędne jest aby utrzymać stosunkowo niski poziom tyranidzkiego skażenia na kilku planetach, przy tym radząc sobie jeszcze z zagrożeniami ze strony Orków i Eldarów. Czoła tym wyzwaniom stawiamy kierując czterema (czasem pięcioma) bohaterami z grona postaci, które możemy dobrać do drużyny. Każdą wyposażamy w zdobyty na przeciwnikach i za zaliczone misje sprzęt oraz rozwijamy ich umiejętności wraz z awansami na wyższe poziomy. Mikrozarządzanie jest rozbudowane i daje spore pole do manewru, co znów ujawnia się dopiero po jakimś czasie od rozpoczęcia rozgrywki.

Tym co z perspektywy czasu doceniam w „Warhammer 40,000: Dawn of War II” najbardziej jest tempo rozgrywki. Na ekranie podczas misji dzieje się wiele, a na podejmowanie decyzji taktycznych gracz ma czasami zaledwie sekundy, na dodatek kosmiczne pole bitwy jest wymagające i nie wybacza błędów. Pełna wystrzałów, rozbryzgów krwi i wybuchów akcja jest intensywna i podana w doskonałych dawkach – a przynajmniej tak widzę to z obecnej perspektywy. Dawniej raziły mnie misje, które zaliczało się w 10-15 minut, bo wydały mi się po prostu za krótkie. Dziś, kiedy czasu na granie mam mniej, wymagam aby czas ten był wypełniony atrakcjami, a te „Dawn of War II” aplikuje w skondensowanej, niezwykle satysfakcjonującej dawce.

Jakby tego wszystkiego było mało, cztery lata po premierze ta gra – zarówno detale poziomów, jednostki i ich animacje oraz wszelkiego rodzaju efekty cząsteczkowe – nadal wygląda znakomicie! Relic Entertainment udało się stworzyć grę wytrzymującą próbę czasu pod każdym względem, co nie jest łatwe do osiągnięcia. Przy na nowo odkrytym, w końcu docenionym „Dawn of War II” tym bardziej nie mogę się doczekać kolejnej produkcji studia, zapowiedzianego na ten rok „Company of Heroes 2”.

Reklamy
Zwykły wpis