Gry komputerowe

„Alpha Polaris” – recenzja na gry.interia.pl

Biolog i ekolog pracujący w stacji badawczej koncernu naftowego musi się liczyć z tym, że jego krucjata w obronie niedźwiedzi polarnych napotka spore trudności. Ale żeby ze strony pradawnych grenlandzkich bóstw?

Niewiele jest gier osadzonych w zimowej scenerii. Z jednej strony wynika to z trudności, jakie grafikom sprawia realistyczne odwzorowanie zaśnieżonych przestrzeni, by nie wyglądały na pozbawione koloru i puste. W przypadku przygodówek dochodzi jeszcze jeden czynnik – wydane już „zimowki” w stylu „Prisoner of Ice” i obu „Syberii”, do których porównań nie sposób uniknąć. Najwyraźniej nie stanowiło to problemu dla niewielkiego fińskiego studia Turmoil Games i ich debiutanckiego projektu – dziejącego się na mroźnej Grenlandii dreszczowca „Alpha Polaris”.

Biały miś
Bohaterem gry jest Rune Knudsen, norweski biolog i ekolog, który na tytułowej stacji arktycznej prowadzi badania na potrzeby swojej pracy doktorskiej. Pozostali lokatorzy placówki nie troszczą się równie mocno zmianami klimatu i losem grenlandzkiej fauny, ponieważ głównym przeznaczeniem sponsorowanego przez koncern naftowy ośrodka jest poszukiwanie złóż ropy.

Pewnego dnia grubawy Al wraca z patrolu po próbnych odwiertach i podekscytowany ogłasza, że natrafił na szczelinę w lodowcu, na dnie której – niczym w zwykłej rzece – falują ogromne zapasy czarnego złota. Kawałek oprawionej, ozdobionej malowidła- mi skóry i dwie ludzkie kości z dziwnie regularnymi nacięciami to tylko jakieś śmieci znalezione w jaskini obok. Kto by się nimi przejmował, skoro za kilka miesięcy może tam stanąć platforma wiertnicza?

Całość tekstu do przeczytania na gry.interia.pl oraz w CD-Action 8/2011.

Reklamy
Zwykły wpis