Gry komputerowe

„Gray Matter” – recenzja na cdaction.pl

Po którymś z kolei przesunięciu daty premiery „Gray Matter” zyskało przydomek Duke Nukem Forever przygodówek – to jednak już nieaktualne. Po ponad siedmiu latach oczekiwań wreszcie dostaliśmy najnowszą grę Jane Jensen, matki Gabriela Knighta.

Jane Jensen to weteranka gatunku. Zaczynała na początku lat 90. w słynnym Sierra Studios, gdzie pracowała m.in. nad „Police Quest III”, współtworzyła też szóstą, uznawaną za najlepszą odsłonę „King’s Quest”. Wówczas dostała szansę samodzielnego wyprodukowania gry – tak w 1993 roku powstał „Gabriel Knight: Sins of the Fathers”, mroczny thriller o tytułowym pisarzu, który zbierając materiały do książki, bada morderstwa powiązane z kultami voodoo. Seria doczekała się trzech odsłon, ostatniej w 1999 roku, od tego zaś czasu Jensen nie stworzyła żadnej większej gry. Także dlatego, że od ponad siedmiu lat pochłaniał ją jeden projekt, którego efekty wreszcie możemy poznać.

Takich przygodówek już nie ma?
Miejsca by nie starczyło na opisanie perturbacji związanych z produkcją „Gray Matter”. Jeśli dobrze policzyłem, to od 2003 roku, gdy ogłoszono jego powstawanie, pracowały nad nim trzy duże studia, pomagało kilka pomniejszych, a gra miała dwóch wydawców. To wpłynęło ostatecznie na warstwę wizualną, o której za chwilę, ale najważniejsze, że przez cały ten czas jedyną osobą odpowiedzialną za opowieść, dialogi i kreację bohaterów była sama Jensen.

„Gray Matter” opowiada historię dwóch osób. Samantha Everett jest sierotą, włóczęgą i uliczną iluzjonistką, która deszczową nocą zbacza z trasy do Londynu i trafia do starej posiadłości pod Oksfordem, gdzie w wyniku zbiegu okoliczności zostaje asystentką słynnego neurobiologa, doktora Davida Stylesa. Od czasu tragicznego wypadku i śmierci żony naukowiec pracuje w piwnicach rezydencji nad tajemniczym projektem związanym z umiejętnościami poznawczymi człowieka (stąd tytułowe „gray matter”, czyli z ang. „substancja szara”, jeden z budulców mózgu).

Całość recenzji do przeczytania na stronie cdaction.pl oraz w styczniowym numerze CD-Action.

Reklamy
Zwykły wpis