Książki

Baśniowy „Ocean na końcu drogi”

Rzadko zdarza mi się pochłonąć książkę w ciągu jednego dnia – powieść Gaimana okazała się nie tylko znakomitym towarzyszem podróży, ale również niezwykłą wyprawą do świata dziecięcej wyobraźni.

Z literaturą Neila Gaimana nie zawsze jest mi po drodze. Ubóstwiam „Amerykańskich bogów”, gorzej za to wspominam czas poświęcony na lekturę „Nigdziebądź”, „Chłopaków Anansiego”, czy jego bardziej baśniowych utworów. „Ocean na końcu drogi” należy do tej ostatniej kategorii – na pierwszy rzut oka wydaje się książką dla młodszych odbiorców, by z czasem ukazać dorosłemu czytelnikowi głębszą prawdę o nim samym, skrytą pod płaszczykiem magicznej opowieści.

Czytając „Ocean” zachwyciła mnie prostota z jaką Gaiman łączy świat rzeczywisty i nadnaturalny. W jego świecie nie ma niczego „niezwykłego” – to oczywiste, że żyjące na końcu tytułowej drogi kobiety to jakiegoś rodzaju wiedźmy, ich ogród skrywa ścieżkę do innych wymiarów rzeczywistości, a przemiła opiekunka to wcielenie złego potwora wysysającego ludzkie dusze. Przecież każdy z nas spotkał podobne postacie i przeżył podobne przygody – tyle, że wydarzyło się to w naszym dzieciństwie i szczegóły nieco nam się już zamazały w pamięci. Ale na pewno się to wydarzyło!

„Ocean na końcu drogi” zabiera czytelników w podróż do czasów dzieciństwa głównego bohatera, jak i naszego własnego. To opowieść, która przywołuje wspomnienia beztroskich zabaw i niezwykłych przygód, kiedy każdemu z nas wydawało się, że nie ma w życiu rzeczy niemożliwych, a magia i światy widziane w snach są tak samo rzeczywiste, jak babcia z dziadkiem, niedzielny obiad, czy sernik na zimno. Dla tych odczuć zdecydowanie warto odwiedzić baśniowy świat opisany przez Gaimana.

Reklamy
Zwykły wpis