Gry komputerowe

Zabawna prostota „Kelvin and the Infamous Machine”

Lubię czasem sięgnąć po zabawną przygodówkę, której przejście nie zajmuje kilkunastu godzin, a przy okazji dostarcza wyzwania połączonego z uśmiechem. To właśnie największa zaleta „Kelvin and the Infamous Machine”.

Gra nie należy do najdłuższych, składa się z zaledwie trzech aktów oraz finału, których przejście to nieco ponad trzy godziny. W tym czasie mamy za to okazję odwiedzić pięknie namalowane lokacje i poznać słynne postacie historyczne – Beethovena, Newtona oraz Da Vinciego. Bez naszej pomocy pamięć o nich przepadnie bez śladu!

kelvin_and_the_infamous_machine

Kelvin był asystentem wynalazcy pierwszego wehikułu czasu. Doktorkowi odbija szajba gdy jego wynalazek zostaje zdyskredytowany przez środowisko – zaczyna podróżować w czasie i przypisywać sobie autorstwo wielkich symfonii, portretu Mona Lisy, czy teorii grawitacji. Chłopak rusza w ślad za nim, by naprawić bieg historii, zanim zmiany spowodują implozję znanej nam rzeczywistości. Jego wehikuł przypomina prysznic polowy, a on sam jest ciamajdą, więc wpadki i zabawne sytuacje gwarantowane są od pierwszych minut gry.

Niektóre żarty w „Kelvin and the Infamous Machine” wydały mi się wymuszone, inne nieco przewidywalne, ale ogólny rozrachunek wyszedł na plus. Dzięki komediowej konwencji oraz sympatycznej, kolorowej oprawie graficznej, czas spędzony z grą był dla mnie udany. Sama rozgrywka również przebiegała płynnie, dzięki dobrze przemyślanym łamigłówkom opartym na zbieraniu, łączeniu i wykorzystywaniu przedmiotów.

Nie jest to tytuł w żaden sposób przełomowy, czy wyjątkowy. „Kelvin and the Infamous Machine” to po prostu solidna przygodówka, która dostarczy dawkę relaksu po tygodniu pełnym wyzwań świata rzeczywistego. To bardzo dobra propozycja dla osób, które – tak jak ja – nie narzekają na nadmiar wolnego czasu na granie.

Reklamy
Zwykły wpis